Dzisiejszy dzień był naprawdę aktywny. Zaczęło się od treningu modelującego ramiona, brzuch , uda i łydki z taśmami no i moją najwytrwalszą chyba jak do tej pory towarzyszką i dającą się trenować Karoliną. Niby koniec zajęć na dziś. A potem spontan - idziemy na orlik obczaić czy znajdzie się dla nas miejsce. Ekipa szybko się zebrała, bo braciszek jak słyszy SIATKÓWKA to jest pierwszy.
No to była siatkówka ... po 6 miesiącach przerwy. Ale tego się nie zapomina jak z jazdą na rowerze. Ale niestety rączki już nie tak odporne jak podczas regularnej gry. Pasja jednak wzięła u nas górę. Polecam coś pięknego - tyle endorfin, że fruwasz... Jak już piłka wygrała z naszymi rękoma to przeszliśmy na kosza, gra 1 na 1... heh nie chwaląc się wygrałam:D. A na zakończenie i wisienka na torcie został badminton - debel. Coś świetnego. Nie chwaląc się też z moją partnerką wygrałam , o włos ale wygrałyśmy :D
Wnioski z dzisiejszego dnia:
- tekst, że sport coraz bardziej wciąga - z ust Karoliny:D (osóbki z którą ćwiczę i ją maltretuję moimi treningami)
- jak masz pasje to zawsze znajdziesz na nią czas i wytrwasz mimo bólu
- dobrze mieć ludzi, którzy kochają to równie mocno ja ty
a
NAJWAŻNIEJSZY CYTAT Z DZISIEJSZEGO DNIA -
... CZUJĘ SIĘ W KOŃCU WOLNA, TAK BARDZO WOLNA...
(wypowiedziany podczas największego zmęczenia...
Dzięki Osóbko)
a to na dowód moje łapki JUŻ po 3 godzinach od zakończenia siatki :/
nadal czerwone - jutro pewnie siniaki będą...
a przy dotyku - hmmm może jednak jutro to sprawdzę :D
ale warto było :D

Pot,siniaki ,zmęczenie mega! równa się Kasia ,plus ogromna radość na koniec treningu :)
OdpowiedzUsuńKażdy trening to walka z samym sobą i przesuwanie (oddalanie) swoich granic... granic organizmu i swojej psychiki...:*
OdpowiedzUsuń